Na ekranie

Klasyka na Walentyki, czyli najlepsze stare komedie romantyczne

Najlepsze stare, klasyczne komedie romantyczne na walentynki

Dobre komedie romantyczne. Zabawne komedie romantyczne. Inteligentne komedie romantyczne. Komedie romantyczne, które pamięta się na długo. Chyba żaden z filmowych gatunków nie ucierpiał na próbie unowocześniania kina tak bardzo, jak właśnie komedie romantyczne. Z okazji Walentynek przychodzę więc z pomocną dłonią, kierowaną do tych, którzy chcą ozyskać nadzieję na to, że zabawne filmy o miłości wcale nie muszą być tak samo nudne i przewidywalne. Oto subiektywna lista dziesięciu najlepszych klasycznych komedii romantycznych, które trzeba zobaczyć. 

PS: Wszystkie produkcje powstały pomiędzy 1934 a 1966 rokiem. 

 

10. Lady Eve (1941)

Najlepsze komedie romantyczne Lady Eve

Obraz z niekwestiowanymi gwiazdami hollywoodzkiego kina – Henrym Fondą i Barbarą Stanwyck nie bez powodu znalazł się na liście „100 najśmieszniejszych amerykańskich filmów wszech czasów” Amerykańskiego Instytutu Filmowego. Idealny wybór, gdy przed ekranem zasiadają wspólnie wielbiciel kryminalnych filmów noir z fanem klimatów romantycznych screwball comedies. To bowiem doskonałe połączenie (tak, też nie wierzyłam, że jest to możliwe) tych dwóch gatunków. I chociaż bohaterowie są trochę przerysowani, a ekranowa para wyaje się conajmniej dziwna, to całość fabularnie okazuje się sporym powiewem świeżości (a wkroczyliśmy dopiero w lata 40!). Mamy tu książkowy przykład nawróconej femme fatale i romantycznego pierwszego naiwniaka Ameryki. Idealny na walentynkowy wieczór albo… właściwie na każdy wieczór.

9. Dziewczyna Piętaszek (1940)

Klasyczne komedie romantyczne - dziewczyna piętaszek

Nieśmiertelny mistrz komedii Cary Grant, tym razem u boku Rosalind Russell w screwball comedy w najlepszym tego słowa znaczeniu. Dwójka świeżo (i hucznie) rozwiedzionych dziennikarzy współpracuje ze sobą przy jednej z kryminalnych spraw. Genialnych dialogów, dowcipów i sarkastycznych potyczek słownych jest tu tak dużo, że film nie nadaje się do pobieżnego oglądania. Żeby się nim zachwycić, trzeba się w nim zatopić. Ale jak już się człowiek zatopi, dostrzeże nietypową historię o miłości, która przetrwa dosłownie wszystko. A jeżeli kogoś nie przekonują argumenty w postaci naprawdę intrygującej akcji i świeżych (a to przecież wczesne lata wojenne!) dialogów, to może powiem, że sam Quentin Tarantino uznaje Dziewczynę Piętaszek za jeden z tych produkcji, które niezwykle wpłynęły na jego twórczość.

8. Ninoczka (1939)

Klasyczne komedie romantyczne - ninoczka

„Greta Garbo się śmieje” – to hasło biło po oczach podczas każdej reklamy Ninoczki, gdy film wchodził do kin. I rzeczywiście, Garbo się śmieje, a było to rzadkością, bo aktorka rzadko przyjmowała role w komediach. Film opowiada o perypetiach ludzi z dwóch końców politycznej i państwowej barykady – Leona, który francuskiej księżnej obiecuje odzyskać skradzione przez bolszewików klejnoty i tytułowej Ninoczki – moskiewskiej wysłanniczki, przybywającej do Francji, by te klejnoty sprzedać. Nietrudno się domyślić, jak potoczy się cała akcja. Może film jest odrobinę naiwny i przewidywalny, ale niepoprawności politycznej obecni producenci mogliby się uczyć (a przypominam, że wyszedł na świat w roku wybuchu II Wojny Światowej, kiedy napięcia państwowe były naprawdę silne). Na randkę dwóch miłośników starego kina lub samotny wieczór na poprawę humoru film będzie jak znalazł.

7. Jak poślubić milionera (1953)

Klasyczne komedie romantyczne - jak poślubić milionera

Przyznam, że długo zajęło mi uznanie Marilyn Monroe za wartościową aktorkę. Każda z jej ról wydawała mi się tak samo przerysowana, zupełnie jak gdyby była to jedna i ta sama kreacja. (Wiem oczywiście, że nie była to w żadnym stopniu wina samej Marilyn.) Czy w Jak poślubić milionera? pokazała coś nowego? Nie. Znowu otrzymujemy Monroe, wcielającą się w stereotypową głupią blondynkę, która wykorzystuje swoje fizyczne atuty. Ale tym razem dostajemy komedię romantyczną, w której Monroe nie gra pierwszych skrzypiec, a ich… jedną trzecią. Obok głupiutkiej bohaterki granej przez Marilyn pojawia się tu bowiem jeszcze Lauren Bacall ze swoim niskim głosem i chłodnym wyglądem oraz Betty Grable, która jest tak bardzo nijaka, że człowiek zaczyna doceniać charyzmatyczność Marilyn. Film, jak wskazuje tytuł, opowiada o historii ówczesnych gold diggers, czyli pań poszukujących… milionerów.  Całość opatrzona sporą dawką humoru, ale i życiowych „prawd” i morałów, których w kinie lat 50 nie mogło przecież zabraknąć. Wysokoprocentowa esencja tamtych czasów.

6. Rzymskie wakacje (1953)

Klasyczne komedie romantyczne - rzymskie wakacje

Ten film z całego zestawienia ma chyba najwięcej uroku. Może to przez Rzym, w którym dzieje się akcja, może przez odrobinę odrealnioną do naszej szarej codzienności fabułę, a może to dzięki dziewczęcej Audrey Hepburn? Wszystko to razem wzięte (plus oczywiście niesamowity Gregory Peck) było przepisem na naprawdę dobrą ROMANTYCZNĄ komedię. Komedię, po której obejrzeniu ciężko będzie wrócić do oglądania obecnych produkcji (więc lepiej już tego potem nie robić). Reżyser filmu William Wyler przyznał, że Hepburn miała wszystko, czego poszukiwał – „urok, niewinnośc i talent”. Takie też są całe Rzymskie wakacje. Dziwny zbieg okoliczności, który łączy ze sobą dziennikarza z prawdziwą księżniczką (a ona nie wie, że on wie), powoduje szereg kolejnych, naprawdę zabawnych przygód tej dwójki w wielkim Rzymie. Jeżeli to kogoś nie przekonuje, to może przekonają aż trzy zdobyte Oscary?

 

5. Ich noce (1934)

Klasyczne komedie romantyczne - ich noce

Przy numerze 5 zaczynają się schody. Każdy z tych filmów zrobił na mnie równie dobre wrażenie. Ich noce dokonały tego w szczególny sposób. Pierwszy raz o usłyszałam o nim w kontekście słynnej sceny, w której głowny bohater (w tej roli Clark Gable) zdejmuje koszulę. Podobno cała Ameryka się zatrząsła, bo zamiast traycyjnego podkoszulka, zobaczyli nagie ciało. Sprzedaż podkoszulek drastycznie spadła w całym kraju. Taka była moc kina w latach 30. Wracając do samego Gable’a – to była pierwsza komedia z jego udziałem, jaką miałam okazję zobaczyć. Ale kiedy już się to zrobi, człowiek chce więcej i więcej. Ale nie tylko on gra tutaj naprawę świetne kino – jego partnerka Claudette Colbert radzi sobie nie gorzej. W dodatku bez problemu biorąc udział w odważnej scenie łapania stopa. Patrząc na Ich noce można bez końca przecierać oczy ze zdumienia, że powstał prawie 90 lat temu. Klasyka naprawdę się nie starzeje… Podobnie zresztą jak ekranowa miłość.

4. Garsoniera (1960)

Klasyczne komedie romantyczne - garsoniera

Jedna z lepszych produkcji, jaka powstała w tym okresie. Garsoniera to nie tylko świetna romantyczna komedia, przy której można spędzić idealny wieczór we dwoje, ale też gorzka opowieść o Ameryce tamtych czasów. Rzadko który film w tak lekki sposób zmusza do zastanowienia się nad ówczesnym postrzeganiem kobiet, klasowymi podziałami i życiem w wielkim mieście. Historia jest taka: urzędnik jakich wielu, szukając sposobu na dorobienie do swojej marnej pensji, udostępnia swoje mieszkanie mężczyznom z pracy do schadzek z kochankami. Oczywiście filmowa cenzura pozwoliła Billy’emu Willderowi opowiadać o wszystkim baaardzo naokoło. Ale chyba to właśnie te niepowiedzenia i niekiedy wręcz absurdalne sceny czynią ten film tak niezwykłym. A lekkość i swoboda, jakie bez wątpienia czują na planie Jack Lemmon i Shirley McLane są tylko wisienką na tym całkiem romantycznym, koniec końców, torcie.

3. Drapieżne maleństwo (1938)

Klasyczne komedie romantyczne - drapieżne maleństwo

Film, który trzeba obejrzeć. Niezależnie od okazji, niezależnie od wieku i niezależnie od upodobań. Ciężko mi zrozumieć, jak mało docenianą obecnie w Polsce aktorką jest Katherine Hepburn. Trudno mi bowiem znaleźć większą mistrzynię screwball comedy w całej historii amerykańskiego kina. O jej bohaterkach często mówiło się też w kontekście pierwszych silnych (i jednocześnie pozytywnych) postaci kobiecych na ekranie. Tak samo jest i tym razem. Hepburn wciela się w postrzeloną kobietę, która dosłownie uczepia się spotkanego przypadkiem antropologa (w tej roli równie dobry Cary Grant) i wrzuca go w wir jeszcze bardziej postrzelonych wydarzeń. W owych wydarzeniach pojawia się samochoda podróż z lampartem, kolacja z pewną milionerką i miłośnikiem polowań, gonitwa z policją i… No tutaj trzebaby właściwie wyliczać każdą scenę. Szkoda, że TAKICH komedii romantycznych się już nie robi.

2. Jak ukraść milion dolarów (1966)

Klasyczne komedie romantyczne - jak ukraść milion dolarów

Dowód na to, że Audrey Hepburn potrafiła czarować w każdym wieku. Tutaj w roli córki fałszerza sztuki, która chcąc uchronić ojca przez karą postanawia ukraść fałszywą figurkę bogini Wenus. Jak to w komediach romantycznych bywa, dziwnym trafem na jej życiowej ścieżce pojawia się… złodziej. I w dodatku oferuje jej swoją pomoc. Tak zaczyna się planowanie wielkiej zasadzki na muzeum. Reszta wydarzeń dzieje się już dalej sama. Większość ze scen broniłaby się nawet samym obrazem bez dialogów. Obok Hepburn za aktorskie sznureczki pociąga tu równie dobry (a może nawet i lepszy?) Peter O’Toole. Dwójka ta spotkała się na planie po raz trzeci i ostatni. Zdecydowanie było warto. Podobnie jak warto odpalić Jak ukraść milion dolarów i odrobinę ponapawać się klimatem i przede wszystkim dowcipem tej klasycznej komedii.

1. Telefon towarzyski (1959)

Klasyczne komedie romantyczne - telefon towarzyski

Mój osobisty faworyt i jedna z najlepszych komedii romantycznych XX wieku (nawet pomimo tego, że wielką fanką Doris Day nie jestem). Barwne postacie, aktorstwo na najwyższym hollywoodzkim poziomie, zabawne dialogi, absurdalne zbiegi okoliczności, przekomiczne sceny i do tego ten uroczy technicolor (bo film nie jest czarno-biały), który zamyka całość klamrą z napisem „klasyka kina”. Opowiada o dwójce mieszkańców nowojorskiego wieżowca połączonych wzajemnie wspólną linią telefoniczną. Tym sposobem, jeżeli jedno z nich korzysta z telefonu, drugie nie może. Ich kłótnie na odległość zdają się nie mieć końca. Do czasu, aż grana przez Doris Day Joy nie zakochuje się w nowo poznanym, czarującym Teksańczyku. Nietrudno się jednak domyślić, kim owy Teksańczyk jest… W tej roli Rock Hudson. I naprawdę trudno wyobrazić tu sobie kogoś innego. W A R T O.

 

A Wy, będziecie coś oglądać w nachodzące Walentynki?