Ludzie kina

Wszystkie filmowe obsesje Alfreda Hitchcocka

Promocyjne zdjęcie Alfreda Hitchcocka, rok 1962. Łącznie reżyser nakręcił ponad 50 filmów.

Nie tak trudno przestraszyć jest dziecko.  5-letnia Melanie Griffith przeżyła jednak koszmar, gdy pewnego, zwyczajnego dnia dostała prezent od reżysera, z którym pracowała w tym czasie jej matka Tippi Hedren.  Prezent dosyć niebywały.  Starannie zapakowana lalka, wystylizowana na przerażającą bohaterkę horroru „Ptaki” przesłana w pudełku, kształtem przypominającym trumienkę, spowodowała u niej niemałą traumę. Ale to był tylko wierzchołek góry lodowej. Wielkiej góry zwanej Alfred Hitchcock.

Pierwsza obsesja Hitchcocka – zbrodnia

Historia kina Hollywood zna wiele opowieści mrożących krew w żyłach bardziej niż same filmy tam kręcone. A właśnie takimi filmami fascynował się Hitchcock. Łącznie nakręcił ponad 50 filmów, tylko kilka komedii, w tym „Pan i Pani Smith”  (nietrudno się chyba domyślić, że nie chodzi o ten, który związał na lata Brada Pitta i  Angelinę Jolie).  Kinem grozy zainteresował się już jako młody chłopak. Chodził do kina na filmy Griffitha, z wypiekami na twarzy oglądał „Narodziny narodu”, czy „Nietolerancję”.  W chwilach wolnych od nauki, czytania i filmów, bywał gościem londyńskiego sądu kryminalnego, przysłuchując się sprawom o morderstwa. Tworzył własne kroniki zbrodni. Przechadzał się też do muzeum, kolekcjonującego przedmioty związane ze przestępstwami.

Alfred Hitchcock od zawsze wiedział, że chce kręcić filmy
Już od początku reżyserskiej kariery dużą Hitchcock olbrzymią wagę przywiązywał do środków filmowych, które pozwolą na budowanie napięcia na ekranie.

Obsesyjnie bał się policji. Jedna z jego słynnych anegdotek opowiada, jak ojciec rozbrykanego, kilkuletniego Hitchcocka wysłał go za karę na posterunek z notatką na kartce. Policjant wsadził przerażonego Alfreda do celi na kilka minut, mówiąc: Właśnie to robimy z niegrzecznymi chłopcami. Całe życie bał się policji i więzienia. Właśnie dlatego nigdy nie zrobił prawa jazdy.

Kiedy zaczął reżyserować filmy, nie było wątpliwości, że będzie mógł wreszcie dać upust swoim fascynacjom związanym z przemocą i zbrodnią.  Eksperymentował z filmowymi środkami, które miałyby budować grozę jeszcze w czasach kina niemego. Klimat pierwszego znaczącego filmu Hitchcocka – „Lokator” – oparty był głównie na ruchu kamery i inspiracjach niemieckim ekspresjonizmem. Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć – powiedział kiedyś.  Patrząc na pierwsze sceny jego filmów, zdaje się, że była to żelazna zasada, która doprowadziła go do sukcesu.

Mistrz suspensu – mówi się o nim. I mówi się nie bez powodu. Kino Hitchcocka w całości przepełnione jest bowiem scenami, budującymi i przedłużającymi napięcie tak bardzo, że do dziś ogląda się je z wypiekami na twarzy. Nie miał oporów przed zabijaniem swoich głównych bohaterów – ginęli oni czasem w pierwszych, czasem finałowych scenach. Był autorem najsłynniejszej sceny morderstwa w historii kina:

Śmierć rzadko bywała jednak przypadkowa. Bohaterowie zawsze mieli jakiś racjonalny powód do morderstwa. Jednym z ciekawszych przykładów jest „Sznur”, którego cała akcja skupia się na dyskusji dotyczącej idei nadczłowieka Nietzschego. Dwóch mężczyzn uznaje, że ich wyższość nad resztą ludzi pozwala im na zabijanie. Hitchcock też pozwalał sobie na dużo. Był wulgarny, bezpośredni i trudny we współpracy. Na planie raczył ekipę dowcipami, które nierzadko bawiły tylko jego. Bardzo chciał, żeby po jego śmierci na jego nagrobku pojawił się napis „Właśnie to robimy z niegrzecznymi chłopcami”. 

Druga obsesja Hitchcocka – władza

Kiedy w późnych latach czterdziestych jego nazwisko stało się wyznacznikiem prestiżu,  każdy szanujący się aktor Hollywood marzył o tym, by wystąpić w filmach Hitchcocka, ten pozwalał sobie na coraz więcej. Zdarzyło mu się nawet wymsknąć, że aktorów powinno traktować się jak bydło. Nie szczędził krytyki nawet największym gwiazdom kina, chociaż miał kilku swoich ulubieńców (jak, chociażby Cary Grant, czy James Stewart). Korzystanie z przywilejów swojej władzy nad nimi szczególnie upodobał sobie jednak w kierunku kobiet. Blond piękność Kim Novak, która okazała się wyjątkowo niewrażliwa wobec słownych zaczepek ze strony Hitchcocka,  ukarał tak, jak pozwalała mu na to jego władza. Podczas  zdjęć do „Zawrotu głowy” kilkukrotnie i z uśmiechem na twarzy nakazywał kolejnych dubli sceny, w której Novak wskakuje do lodowatej wody rzeki w San Francisco.

Kim Novak i Alfred Hitchcock na planie filmu Hitchcocka - "Zawrót głowy".
Na początku zatrudniają cię z powodu tego, jak wyglądasz, ale jednak potem próbują zmienić twoje usta, włosy, sposób mówienia i ubierania się. Więc ciągle walczysz o zachowanie jakiegoś aspektu własnego ja, resztek samego siebie – tak skwitowała pracę z przy „Zawrocie głowy” Hitchcocka Kim Novak.

Aktorzy w ogóle mieli niewielki wpływ na same filmy Hitchcocka. Niewiele do powiedzenia miała też ekipa. W jednym ze wspomnień kostiumograf Edith Head powiedziała: w jednej scenie widział ją w zieleni, w kolejnej w białym szyfonie, a jeszcze innej w odcieniach złota. Hitchcock dokładnie wiedział, jak mają wyglądać jego bohaterki. Podczas zdjęć do „Okna na podwórze” przez jeden dzień pieczołowicie kręcił sceny ze zbliżeniem na obuwie, grającej tam Grace Kelly. Scen tych nigdy nie wykorzystano w filmie.

Gdy podpisał kontrakt z Verą Miles, natychmiast nakazał Head, by zaprojektowała dla niej cały komplet garderoby. Nie chodziło mu bynajmniej o kostiumy do filmu. Chciał, żeby kostiumograf stworzyła jej ubrania do noszenia na co dzień, by ta nie chodziła w byle czym. Fascynacji kobiecym ubiorem doskonale dał upust w „Zawrocie głowy”. Niezwykle dużo czasu poświęcił na niewinną z pozoru scenę dobierania kostiumu dla bohaterki. Postać grana tu przez Jamesa Stewarta zdaje się być alter ego Hitchcocka. Podobno Kim Novak jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć przyszła do Head z własnymi propozycjami na kostiumy. Hitchcock tylko ją wyśmiał.

Niezwykłą przyjemność sprawiało mu gnębienie kobiet. Powiedział kiedyś: „Zawsze wierzyłem w radę, jakiej udzielił dramaturg Sardou. Dręcz kobiety! Dzisiaj problem polega na tym, że za mało dręczymy kobiety”. Doskonała rada, w dzisiejszych czasach po takich słowach już by raczej nie istniał w biznesie. Jednak w latach sześćdziesiątych miał się bardzo dobrze i wcale nie chciał rezygnować ze swojej misji. A szczególnie upodobał sobie konkretny typ kobiet – znany dziś właśnie jako blondynki Hitchcocka.

 

Trzecia obsesja Hitchcocka  – kobiety

Jasnowłosa aktorka czasów Złotej Ery, która od razu przychodzi na myśl? Oczywiście, ze Marilyn Monroe. Czy kobietą o tak pospolitej urodzie, bijącą po oczach seksualnością i kokieterią (na dodatek mającą na koncie seksualne skandale z samym PREZYDENTEM) zainteresowałby się Alfred Hitchcock? Oczywiście, że nie. Blondynki Hitchcocka były zimne, inteligentne, odważne i nie epatowały seksem. Sam przyznał, że blondynki idealnie nadawały się na ofiary: są jak pierwszy śnieg, na którym widać krwawe ślady butów. Z drugiej strony podkreślał, jak niezwykłe fascynujące jest to, jak powściągliwa zmysłowość kryje się za fasadą odważnych i stanowczych blond piękności.  Ten typ upodobał sobie nie tylko na ekranie, ale i prywatnie. Chociaż właściwie dla Hitchcocka to było jedno i to samo.

Wyraz swojej fascynacji dał już na początku kariery. Pierwszą wielką gwiazdą filmu Hitchcocka była Madeleine Carroll, z którą pracował przy filmie „39 kroków”. Była swego rodzaju prototypem typowej blondynki Hitchcocka. Po latach wyszła na jaw historia o tym, jak pewnego razu przywiązał ją do słupa i przetrzymywał uwięzioną przez cały dzień. Trudno powiedzieć, czy był w niej zakochany. Hitchcock znany był z nieśmiałości w kontaktach z kobietami. Nie krył się też ze swoją rzekomą impotencją. Miał też już wtedy żonę – Almę Reville, z którą pobrał się kilka lat wcześniej. Zupełnie nie przeszkadzało mu to jednak w poszukiwaniu kolejnych, jasnowłosych ofiar swoich grubiańskich zalotów.

Potem przyszła rola na Ingrid Bergman – szwedzką piękność, która zagrała w trzech filmach Hitchcocka. Urzekła go jej niezwykła, chłodna uroda i nieprzeciętna inteligencja. Kiedy Bergman niespodziewanie wróciła do Europy, Hitchcock poczuł się zdradzony. Szybko zaczął poszukiwać idealnej kandydatki na jej zastępstwo. Nie mógł trafić lepiej – poznał Grace Kelly. Elegancka i pełna gracji aktorka zaskarbiła sobie szczególne uwielbienie reżysera, gdy podczas zdjęć do „M jak morderstwo” zaproponowała, że w jednej ze scen wystąpi w samej koszuli nocnej. Ona także „zdradziła” jednak Hitchcocka. Sam nawet przyłożył do tego rękę. To bowiem w Cannes podczas promocji filmu „Złodziej w hotelu” Grace poznała swojego przyszłego męża – Księcia Monako. Po ślubie zmuszona była wycofać się ze srebrnego ekranu i światka Hollywood.

Grace Kelly i Alfred Hitchcock nakręcili wspólnie trzy filmy.
Wielka filmowa „miłość” Hitchcocka – Grace Kelly była jedną z niewielu aktorek, które naprawę podziwiał i szanował. Kiedy odeszła ze srebrnego ekranu, by stać się Księżną Grace, poczuł się zdradzony.

Przyszła więc kolej na Kim Novak, a potem Verę Miles, które fatalnie wspominały współpracę z despotycznym Hitchcockiem. Wysyłał im do garderoby bukiety róż i liściki pełne uwielbienia. Na nic zdawała się chłodna obojętność i próby zachowania resztek profesjonalizmu. Obie aktorki wykończone psychicznie Hitchcock nazwał dziewczynami, które zastępowały Grace Kelly.  W międzyczasie mniejszą lub większą fascynację przeszedł z takimi blondynkami Hollywood jak Doris Day, czy Eva Marie Saint. Największa miłość miała jednak dopiero nadejść…

 

Czwarta obsesja Hitchcocka – Tippi Hedren

Hedren nie była nawet aktorką. Do Hollywood przyjechała z Nowego Jorku jako modelka. Pewnego razu dostała telefon od kogoś z wytwórni Universal Studio. Alfred Hitchcock chce się z tobą zobaczyć – usłyszała w słuchawce.. Potem wszystko potoczyło się szybko. Podpisała kontrakt i rozpoczęli zdjęcia do filmu „Ptaki”. Najpierw wszystko było cudowną przygodą. Niecodziennie ktoś bez doświadczenia zostaje zaproszony do zagrania w filmie jednego z najsłynniejszych reżyserów świata.

Z czasem zaczęło się robić coraz dziwniej. Reżyser chciał decydował, co ma na siebie nakładać, członkowie ekipy musieli ją śledzić i zdawać relacje z tego, co Hedren robi poza planem. Zakazał spotykać się jej z mężczyznami, kontrolował jej wagę. Zrobił nawet odlew z jej twarzy pod pretekstem przetestowania makijażu do filmu. Z czasem poszedł o krok dalej – złośliwe i sprośne komentarze szeptane do ucha w trakcie zdjęć stały się porządkiem dziennym. Pewnego razu podczas wspólnej jazdy limuzyną usiłował ją pocałować. Kiedy ta odrzuciła zaloty, już następnego dnia na planie zupełnym przypadkiem zraniła ją rzekomo niezniszczalna szyba budki telefonicznej.

Tippi Hedren i Alfred Hitchcock - sesja do filmu "Ptaki"
Film Hitchcocka „Ptaki”, pomimo, że dał Tippi Hedren ogromną międzynarodową popularność, sprawił, że początkująca aktorka stanęła na skraju załamania nerwowego. Wszystko przez natarczywego reżysera.

W czasie kręcenia finałowej sceny ataku ptaków obiecano Hedren, że użyją mechanicznych ptaków. Hitchcock w ostatniej chwili zmienił zdanie. Kiedy przyszła na plan, wypuszczono na  śmiertelnie przerażoną aktorkę stado rozwścieczonych, trzymanych wcześniej w klatce kruków i wron. Hitchock nie był zadowolony z efektu – ptaki za bardzo odlatywały od niej. Nakazał więc, aby naciąć dziury w jej ubraniu i przywiązać do nich ptaki sznurkami. Myśleliście, że debiutująca Hedren była tak znakomitą aktorką? Cóż, jej strach wcale nie był udawany. Wyszła z tego  cała poraniona, z niemalże wydłubanym okiem. Zobacz całą scenę:

Koszmar się jednak jeszcze nie skończył. Łączył ich kontrakt, Tippi Hedren miała wystąpić w kolejnym filmie Hitchocka – „Marnie”. Dał jej jeszcze jedną szansę  na przyjęcie zalotów. Kiedy po raz kolejny odmawiała,  Hitchcock zaczął robić wszystko, by jeszcze bardziej uprzykrzyć aktorce życie. Umieścił w filmie scenę gwałtu na bohaterce granej przez Hedren, pomimo że wcześniej wcale miało jej tam nie być. Zaskoczyło to nawet ekipę, pracującą przy scenariuszu – wszyscy twierdzili, że scena była nieuzasadniona dla całej fabuły. Po zakończeniu zdjęć bezpośrednio zwrócił się z seksualną propozycją. Na kolejną odmowę zareagował furią – groził jej zakończeniem kariery. Ta była jednak nieugięta. Po latach Hedren napisała  w swojej biografii, że taka była rzeczywistość tych czasów. Gdyby historia miała miejsce teraz to pewnie byłaby bardzo bogata.

Mówiono, że po „Marnie” Hitchcock nie był już nigdy tym samym człowiekiem. Nakręcił jeszcze trzy filmy, jednak żaden nie odniósł spektakularnego sukcesu. Zmarł 16 lat po premierze „Marnie”. Już nigdy potem nie odnalazł swojej idealnej blondynki.