Na ekranie

Najlepsze stare, czarno-białe komedie, które musisz zobaczyć

Plakat z filmu Pół żartem, pół serio - Marilyn Monroe, Tony Curtis

Jesień… Czas wyciągania zakurzonych płaszczów, odkręcania kaloryferów i powakacyjnej chandry. Ja radzę z nią sobie w jeden sposób – oglądam komedie. A że nie jestem fanką XXI-wiecznego czerstwego humoru, wolę sięgać po te stare komedie, które mają już miano kultowych. Oto subiektywne zestawienie dziesięciu najlepszych czarno-białych komedii, które umilą Ci coraz dłuższe, jesienne wieczory. Bo ciągle bawią i zaskakują świeżością. 

1. Kacza zupa (1933)

Kacza zupa - kadr z filmu. Stare, dobre komedie

Kacza zupa, czyli słynni bracia Marx w swoim najlepszym wydaniu. Akcja dzieje się tu na terenie małego, nieistniejącego państwa Freedonii, które cierpi na niemałe finansowe problemy. Jedynym sposobem na wydostanie kraju z ruin jest pewna wdowa po milionerze. Ta jednak zgadza się na pomoc pod jednym warunkiem – wybiera sobie, kto dojdzie do władzy w kraju. Czarno-biała komedia od braci Marx jest zaskakująco współczesna i aż trudno czasem uwierzyć, że całkiem niedługo minie jej sto lat od premiery. Genialnie pokazuje wpływ władzy na ludzi i absurdy ich zachowań. Chociaż ukierunkowana była wtedy na włoską dyktaturę, przesłanie błyskawicznie znalazło ujście w kolejnych wydarzeniach na świecie: od Hitlera zaczynając.

2. Pan z milionami (1936)

Pan z milionami - czarno-biale komedie

Nigdy wcześniej i nigdy później nie widziałam Gary’ego Coopera w roli komediowej. I chociaż to połączenie na pierwszy rzut oka trochę się gryzło – wystarczyło zobaczyć kilkanaście minut Pana z milionami, żebym przekonała się, w jak dużym byłam błędzie. I jak dużo mnie ominęło. W New York Timesie pisali po premierze, że udowodnił, że jest najlepszym aktorem komediowym w Hollywood. Za tę rolę Cooper dostał swoją pierwszą nominację do Oscara dla najlepszego aktora. Sama fabuła tej już kultowej komedii jest prosta: zwykły, szary człowiek z dnia na dzień zostaje milionerem. I weź sobie tu człowieku radź… Szczególnie w Nowym Jorku.

 

3. Modern Times (1936)

Klasyka komedii - Modern times, dzisiejsze czasy

Jeśli miałabym komuś polecić tylko jeden niemy film, bez wątpienia postawiłabym Dzisiejsze czasy (znany też pod oryginalnym tytułem Modern times) Charliego Chaplina. W ciemno i każdemu. Nie tylko dlatego, że jest komedią, która nie bazuje na sztucznych chwytach i cierpkim humorze, ale dlatego, że to satyra… DZISIEJSZYCH czasów. Tyle że nakręcona 80 lat temu. Absurdy świata przemysłu i wartości jednostki dla społeczeństwa zdają się bowiem nie zmieniać od niemal stulecia. Film pozwala na przyjemny, głęboki oddech po przegadanych, przeintelektualizowanych i nieśmiesznych komediach, dając widzowi przestrzeń na podziwianie genialnej gry aktorskiej: zarówno samego Chaplina w roli trampa, jak i jego ówczesnej życiowej partnerki Paulette Goddard (która nie na żarty mnie zachwyciła).

4. Filadelfijska opowieść  (1940)

stare, dobre komedie - Filadelfijska opowieść

James Stewart, Cary Grant i Katharine Hepburn. Tak wysokie stężenie trzech gorących nazwisk nie mogło skończyć się inaczej niż wielkim przebojem. I sześcioma nominacjami do Oscara. Kobieta, przygotowująca się do ślubu, jej były mąż i ciekawski dziennikarz w miłosnym trójkącie bawią do dziś. Co ciekawe, film wcale by nie powstał, gdyby nie miłość Howarda Hughesa do Hepburn. Występowała ona bowiem wcześniej w broadwayowskiej adaptacji sztuki, do której Hughes wykupił prawa i sprezentował ukochanej. Na początku aktorka chciała, by główne role zagrali Spencer Tracy i Clark Gable, ale byli akurat zajęci. I chyba dobrze. Tę trójkę ogląda się na ekranie wyjątkowo dobrze. 

 

5. Dyktator (1940)

Klasyka amerykańskich komedii - Dyktator

Jeden z najważniejszych, a na pewno najczęściej przywoływany film Charliego Chaplina. Robiąc tę listę, wahałam się, którą z jego komedii tu zostawić. Postawiłam jednak na obie. Dyktator (1940) to bowiem pierwszy w pełni dźwiękowy film Chaplina i wyśmienita parodia ówczesnej rzeczywistości. Artysta wciela się w postać nikogo innego, jak samego Hitlera, co jak na czasy II wojny światowej było dosyć szokujące. Podobno impulsem do stworzenia filmu była informacja, że w III Rzeszy jego twórczość jest zakazana. Przygotowując się do roli, godzinami analizował niemieckie kroniki filmowe. I chociaż po latach jesteśmy w stanie spojrzeć na tę postać z przymrużeniem oka, to sam Chaplin przyznał, że gdyby wiedział o wszystkich okropnościach obozów koncentracyjnych, nie dałby rady nakręcić Dyktatora.

 

6. Być albo nie być (1942)

Być albo nie być. To by or not to be. Film, czyli czarno-białe komedie

I znowu będzie o Hitlerze… Ale znowu genialnie! Tym razem temat nam bliższy, bo chociaż niby wciąż Hollywood, to jednak przenosimy się do okupowanej Warszawy. Ta stara komedia opowiada o losach warszawskich aktorów w czasach II wojny światowej. Przyznam, że zabierałam się do filmu z lekką niepewnością – Być albo nie być miał bowiem swoją premierę w 1942 roku – czyli momencie, kiedy komediowe podejście do tematu mogło kojarzyć się raczej z wybitnym nietaktem niż świetnym pomysłem na scenariusz. Wybitnie to wyszła jednak parodia rzeczywistości i narodowego socjalizmu w wykonaniu Ernsta Lubitscha. W roli głównej po raz ostatni w jej karierze możemy podziwiać tu ukochaną Clarka Gable’a Carole Lombard, która po premierze zginęła w katastrofie lotniczej. 

 

7. Arszenik i stare koronki (1944)

Najlepsze stare, czarno-białe komedie. Arszenik i stare koronki

Pamiętam, jak trafiłam na ten film daaawno temu na nieistniejącym już kanale TCM. Nie miałam wtedy pojęcia ani, kim jest Cary Grant (który gra tu główną rolę), ani kim jest Frank Capra (czyli oczywiście reżyser). I pamiętam, jak przykuł mnie do ekranu absurdalny humor, ekspresyjna gra aktorska i jakaś nieopisana świeżość, której nie mogę znaleźć we współczesnych komediach. Bo trzeba pamiętać, że to nie jest zwykła czarno-biała komedia. To jest czarna czarno-biała komedia. W rolach głównych dwie słodkie starsze panie, które częstują swoich gości winkiem z arszenikiem oraz ich zbuntowany siostrzeniec. Absurd goni absurd. 100% magii starego kina.

 

8. Żebro Adama (1949)

Nalepsze i najśmieszniejsze stare komedie - żebro adama

Katharine Hepburn, Spencer Tracy i wojna małżeńska. Czarno-biały film o walecznej parze prawników to prawdziwy feministyczny głos z gardła reżysera George’a Cukora. Bo facet uwielbiał stawiać na piedestał silne, damskie postacie. I czuć to w genialnej komediowej roli Hepburn, która po raz kolejny pokazuje, jak bardzo wszechstronną jest aktorką. Równie dopasowany do roli wydaje się być Spencer Tracy. I nie bez przyczyny – scenariusz powstał specjalnie z myślą o tej dwójce. Przyjemnie się ogląda i przyjemnie się śmieje nawet po sześćdziesięciu latach. 

 

9. Sabrina (1954)

Najśmieszniejsze czarno-białe filmy - Sabrina

Bogart w roli komediowej? Bardzo proszę. Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć, jak najsłynniejszy noirowski prywatny detektyw wychodzi zza kłębów dymu, zdejmuje prochowiec i pokazuje kunszt komediowy, koniecznie musi zobaczyć czarno-białą komedię Sabrina. Tutaj w towarzystwie przeuroczej jak zwykle Audrey Hepburn i Williama Holdena wikła się w miłosny trójkąt pomiędzy braćmi i jedną kobietą. Komedia może trochę naiwna, ale na jesienną chandrę wręcz idealna. Film docenili nie tylko widzowie, ale i krytycy Akademii. Dostał pięć nominacji do Oscara, w tym jedną zwycięską – za najlepsze kostiumy.

 

10. Pół żartem, pół serio (1959)

Najlepsze stare, czarno białe klasyki komedii - Pół żartem pół serio

Czymże byłaby lista najlepszych czarno-białych komedii bez kreowanej latami słodkiej blondynki granej przez Marilyn Monroe? Jeśli ktoś nie wierzy w aktorski talent Marilyn, moim zdaniem powinien zacząć od Pół żartem pół serio Billy’ego Wildera. Akcja komedii dzieje się w czasach prohibicji, kiedy to porachunki mafijne i perypetie z nimi związane były numerem jeden na ekranach. Wilder podbiera sobie temat główny i… robi z niego komedię. Ot dwóch przypadkowo wplątanych w mroczny światek facetów uciekając przed lepką łapą gangsterów, postanawia przebrać się za kobiety. Absurdalny humor, który okazał się ponadczasowy bawi do dziś. I pewnie będzie bawić jeszcze latami. 

 

PS: A jeśli nie znajdziesz nic dla siebie, zapraszam do walentynkowego wpisu, gdzie zestawiłam najlepsze stare komedie romantyczne. Miłego seansu!

 


Po codzienną dawkę filmowych smaczków wpadaj na: